Napisane przez: lechu8 | grudzień 29, 2008

Change…yes we can :)

…tym jakże modnym w tym roku hasłem pragnę odkurzyć nieco naszego zapomnianego blogasa.

“Czejńdży” było w kończącym się roku sporo, wymieniać chyba nie będę. Mam jedynie nadzieję na częstsze odwiedziny i popełnianie notek w nadchodzącym roku. I to powinien być najważniejszy “change” dla tego miejsca.

Oby!

Napisane przez: lechu8 | listopad 19, 2007

Tribute to MPK

<Lechu 18.11.2007, 23:04:26> trzeba by coś na bloga napisać boś mi wczoraj o jego istnieniu przypomniał :D

No tak… to wiele tłumaczy. A zatem wracamy. Do pisania? Nie… raczej do starej, dobrej przedwakacyjnej formy kiedy to wpisy pojawiały się raz na dwa – trzy miesiące. Ale nie o tym chciałem.

Jako że od jakiegoś czasu, sam już nawet nie pamiętam od kiedy, moje autko stoi u mechanika standardowo czekając na części (novum – tym razem ściągane już nie ze stolycy jak kiedyś a zza granicy, z Niemiec dokładniej rzecz biorąc – OMG) ponownie zmuszony zostałem do przemieszczania się po Krakowie za sprawą komunikacji ino wiejskiej. Punktualnej i nie zawodnej jak zawsze… n/c. Gorsza sprawa że chcąc nie chcąc, a właściwie to nie chcąc, zmuszony zostałem do stania się (nie)szczęśliwym posiadaczem KKM, w skrócie zwanej Krakowską Kartą Miejską. Projekt współfinansowany przez Unię Europejską zastępujący zwykłe miesięczne karty, jedną imienną z możliwością doładowywania, bla, bla, bla… Pomysł może i ciekawy w założeniu mający ułatwić i uprzyjemnić życie mieszkańcom. Ale jak to zwykle bywa w tego typu przedsięwzięciach miał być hit a wyszedł shit. KKM doładować można zarówno w normalnych punktach obsługi MPK jak i w porozrzucanych bez ładu i składu po mieście automatach. Tak się bowiem składa że na niespełna 50 automatów, ok. połowa z nich znajduje się w samym centrum miasta. Rewelacja, zwłaszcza jeżeli ktoś mieszka na obrzeżach. Drugim kwiatkiem jest to że aby doładować KKM musimy ją mieć przy sobie. Odkrywcze, wiem. Tym samym odpada jednak możliwość poproszenia kogoś z domowników o doładowanie „przy okazji” tego plastikowego szmelcu, jeżeli sami w tym czasie musimy coś gdzieś załatwić a nie chcemy wydać majątku na bilety. Trzecim kwiatkiem, a konkretniej rzecz biorąc prawdziwą różyczką jest to że KKM nie przewiduje informowania właściciela o terminie ważności. Ze starymi kartami nie było problemu. Jeżeli nie wiedziałem do kiedy jest ważna, wyciągałem ją z portfela i patrzyłem na wydrukowaną nań datę. W przypadku KKM można sobie co najwyżej pooglądać własne nazwisko, bowiem data ważności znajduje się na… paragonie. Tak, paragonie! Zwykłym świstku papieru będącym potwierdzeniem przedłużenia ważności karty. Genialne, prawda? No dobra ale co jeżeli takowy paragon gdzieś się zapodzieje, albo ze zwykłego roztargnienia wyrzucimy go wraz z innymi zalegającymi śmieciami w portfelu bądź kieszeni? Nic straconego, zawsze można bowiem wsiąść w (jak zwykle spóźniony zresztą) tramwaj bądź autobus i podjechać do jednego z blisko pięćdziesięciu automatów i tam sprawdzić. Bosko… Jako że mieszkam niedaleko centrum, najbliższy takowy automat mam jedynie trzy przystanki od miejsca zamieszkania. Z nowego rozwiązania z pewnością bardziej zadowoleni zatem będą mieszkający na obrzeżach miasta. Jakby tego było mało coraz to kolejne punkty MPK z miesiąca na miesiąc zaprzestają sprzedaży normalnych kart, zamieniając je właśnie na KKM. I tak się tylko zastanawiam jak to jest ze ilekroć ktoś w naszym kraju postanowi coś zmienić na lepsze, łatwiejsze, szybsze i wygodniejsze, zawsze wychodzi z tego babol? Bo jakoś tak odnoszę nieodparte wrażenie że twórcy tego iście przełomowego rozwiązania myślą tym czym ja na co dzień oddaje kał wprost do muszli klozetowej. Na osłodę można jedynie dodać że część kanarów nadal nie dorobiła się jeszcze czytników KKM. Niech zatem ta specyficzna forma autoironii ze strony MPK mówi sama za siebie.

Napisane przez: lechu8 | listopad 17, 2007

Się śmiga…zima za oknem ;-)

To co Owsiki lubią szczególnie ;-)

Napisane przez: lechu8 | wrzesień 12, 2007

3…2…1…

Cytując słowa znanego poety chciało by się rzec: ruszyła maszyna jak żółw ociężale. Ale nie… nie tym razem. Rozpoczynająca się kampania wyborcza niewiele ma wspólnego z lokomotywą opisywaną przez Tuwima. Ba. Patrząc na poczynania głównych aktorów tego bądź co bądź dość żałosnego spektaklu, jakim jest próba objęcia władzy w naszym pięknym, mlekiem i miodem płynącym kraju, można by odnieść wrażenie że nasi rodzimi politycy właśnie ruszyli w wyścigu na ¼ mili. A zatem kryjcie się wszyscy aspirujący do miana mistrza prostej, bowiem lada moment poczujecie na karku niezbyt świeży oddech Jarusia i jego wesołej ferajny. A gdy Jaruś się rozpędzi, na trzy setnym metrze zatrzepocze skrzydełkami i poleci, zastanawiać się co najwyżej będziecie czy zamiast kolejnego biegu nie wbiliście wstecznego.

Tym czasem w życiu jak w polityce, coś się kończy coś się zaczyna, jak to wczoraj raczył krótko podsumować Czerniok w rozmowie na giegie. Czas ucieka mi przez palce, auto wrasta w krajobraz czekając u mechanika na cholerne krzyżaki, wakacje zdecydowanie zbyt szybko zmierzają ku końcowi a tu wciąż tyle do zrobienia…

31 sierpnia był piątek u Emila. Celem uczczenia otwarcia sezonu spotów pod patronatem SIPu miałem nawet coś więcej o tym napisać, tyle że… no właśnie. Błądzę wzrokiem po pokoju i nawet jakoś specjalnie nie umiem znaleźć sobie wytłumaczenia dlaczego o tym nie napisałem. Nawet Owsik mnie ostatnio omamrulił że coś nic nie pisze. Chciałbym rzec że to się więcej nie powtórzy, ale nie lubię kłamać :P Jak zatem wypadł rzeczony piątek? Nad wyraz dobrze. Dopisało towarzystwo, pogoda również choć mogło by być kapkę cieplej, nie zabrakło też emocji. Co ciekawe niektórzy z uczestników odpłacili dobrą zabawę lekkimi brakami w ogumieniu. Kajtek nawet ściągnął oponę z felgi. Zawsze jednak w takich sytuacjach powtarzam jakie to szczęście że w tym sporcie pęknięta guma nie jest równoznaczna ze wzrostem przyrostu naturalnego ;) A zatem Panowie, becikowego nie będzie. I w tym miejscu w zasadzie się żegnam, zainteresowanych piątkiem u Emila zapraszając jeszcze do zaglądnięcia do mojej galerii oraz do zapoznania się z wyczynami Kajtka.

Piątek u Emila 31.08.2007

 

A być może już wkrótce w Po Godzinach pojawią się jakieś nowe teksty naszej produkcji. Stay tuned.

Napisane przez: lechu8 | wrzesień 8, 2007

Nie jest źle

Pozwolicie, że zacznę słowami znanego polskiego socjaldemokraty – “ŁELKAM EWRYBADY !” ;-)

Parę godzin temu krainę położoną między Bugiem a Odrą obiegła długo wyczekiwana wiadomość o samorozwiązaniu Sejmu. Czyli nie jest źle. Inna kwestia to to czy po wyborach będzie jeszcze lepiej, czy może powrócimy do starego POPiSowego magla (liczę na brak LPR i Samogwałtu w Sejmie – dość się nachapali ). Zwróćcie jeszcze uwagę na pewien paradoks – PiSiory poparły wniosek o samorozwiązanie Sejmu w którym rządziły, czyli niejako przyznały się do pewnej klęski ze swojej strony – git. Ale skoro uznali, że rządzić to oni nie umieją to po kiego grzyba znowu startują w wyborach ? :P Nevermind…tak czy siak – 21 października marsz do urn – przynajmniej będziemy mieli prawo w razie czego ponarzekać.
W pogodzie równie gwałtowne zmiany co w polityce. Najwyraźniej latu skończył się już kontrakt na pracę sezonową w tym roku i …bardzo dobrze. Skończyła się najmniej lubiana przeze mnie pora roku. Lato w pogodzie to jak Doda w muzyce i Daewoo w motoryzacji – plastikowość, przejrzystość, prostolinijność i komercha :P Nastała za to jesień i to w swojej najbardziej posępnej formie. Na ulicach klimat jak z dobrego horroru, a za miesiąc będzie jeszcze fajniej jak się zaczną jesienne mgły. Loooove it ! I ten zapach w powietrzu – zapach jesieni można by pakować do butelek i sprzedawać w perfumeriach. Także tak jak mówię – nie jest źle, a będzie jeszcze lepiej, przynajmniej jeśli chodzi o pogodę. Najstarsi górale z TVN Meteo zapowiadają rychłe nadejście zimy, która ma być zimą z prawdziwego zdarzenia, z mrozem i masą śniegu. Na to ostatnie nie mogę się doczekać.
Tak w ogóle to wokół mnie ostatnio nie jest źle i to właściwie na większości frontów, co nie urywam bardzo mnie cieszy.

A tak abstrahując od tematu, to napomknę tylko, że udało mi się wreszcie pojechać na wakacje z prawdziwego zdarzenia, co prawda nie daleko bo w Szczawnicy, ale wypoczynek był zacny (i aktywny! – wsiadłem na rower po 3 latach i było rewelacyjnie).

Chciałem jeszcze napisać o tym co się dzieje na krakowskich ulicach, czyli o mega-korkach, ale jako, że tytuł brzmi “Nie jest źle” to to byłoby mocno Off Topic ;-)

Da swiedania
Michaił Owsik Owsikowicz

« Nowsze Posty - Starsze wpisy »

Kategorie